.......dla Ciebie Mami......
Iskierko moja.....
Dzisiaj minęło 20 lat, odkąd Ciebie nie ma, a ja wciąż przez oczyma mam Twoje dwie ostatnie łzy, które zastygły na policzku, nie zdążywszy z niego spłynąć.......I tyle wspomnień ......Pięknych, bolesnych, prawdziwych.......I te ostatnie chwile, które przechowuję w swojej pamięci chroniąc je od zapomnienia....
Zawsze rano piłaś kawę i paliłas papierosa. To były momenty, którymi potrafiłaś się delektować jak nikt inny. Celebrowałaś ten rytuał tak, jak gdyby to było po raz ostatni. Byłaś chora- nie wolno Ci było palić, a jednak- wbrew zakazom lekarzy-sięgałaś rano po papierosa. Nie potrafiłaś zrezygnować z czegoś, co dawało Ci chwilę błogiego wyciszenia. Nie chciałaś...
Życie przynosiło Tobie cierpienie i smutek, a filiżanka porannej kawy- radość.
Nigdy nie myślałaś o sobie, myślałaś o innych.
Właśnie wróciłaś ze szpitala......zaawansowany nowotwór.....
Pogodna i pełna jeszcze zycia, zaparzyłaś tę swoją kawę i z uśmiechem sięgnęłaś po wyczekiwanego papierosa. Oglądałaś kwiaty na parapecie i cieszyłaś się, że pod Twoją nieobecność nie zwiędły.
Pogoda była piękna. Po raz pierwszy od wielu dni zaświeciło słońce.
Dopijając ostatni łyk kawy poprosiłaś mnie o morfinę. Z uśmiechem. Tak poprostu....
Ukrywałaś swoje cierpienie nawet przede mną. Im bardziej bolało, tym więcej szczęścia błądziło po Twojej Mamusiu twarzy.
Nie chciałam zostawiać Cię samej...Niestety....Życie zadecydowało inaczej...
Musiałam wracać do pracy. Prosząc obcą osobę, by została z Tobą uspakajałam swoje sumienie....
Minęło zaledwie dwa dni od Twojego powrotu ze szpitala....
Dzisiaj był ten szczególny dzień.. Mąż wyjechał w delegację... Po raz pierwszy miałam zostać sama. Sama ze swoimi myślami. Cieszyłam się, bo mogłam głośno wykrzyczeć błaganie o życie....O Twoje Mamusiu życie....
Około siedemnastej dostałam wiadomość.....
Ubierałam się powoli, dokładnie.... Celebrowałam ten rytuał tak, jak Ty swoją poranną, ukochaną kawę.
Wiedziałam, że nie umrzesz beze mnie. Tą swoja powolnością chciałam zatrzymać Śmierć przed Twoimi drzwiami.....
Kiedy dotarłam- Ona już tam była. W środku....
W pokoju panował półmrok, a w powietrzu unosił się zapach, którego nigdy wcześniej nie znałam. Zapach ,,Currary"...
Spryskałaś się nim chwilę wcześniej....Wyszłaś pachnąca na spotkanie Śmierci...
Spojrzałam na Ciebie. Twarz miałaś pogodną, jakbyś uśmiechem chciała powiedzieć ,,do widzenia"....
Nie zdążyłam się z Tobą pożegnać. ten jeden, jedyny raz....
Przy Twoim łóżku stała filiżanka nietkniętej kawy, Stygła powoli, jak Twoje ciało......
.....Zawsze rano pije kawę i palę papierosa...To są chwile, którymi potrafię się delektować. Celebruję ten rytuał tak, jak gdyby to było po raz ostatni.
Śmierć nie ma twarzy....Śmierć pachnie Currarą.....
.....Czas leczy rany, ale pozostawia głębokie, bolesne blizny....
Dzisiaj płaczę rzadziej, uśmiecham się cżęściej. Wiem,że pomalutku podążam w Twoja stronę. Na spotkanie z Tobą...Jestem w zasadzie gotowa.....Ale jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz....Musisz zaczekać....Wiem, że zaczekasz te kilka, kilkanaście lat......
Wiesz Mami- jesteś najpiękniejszą Różą w ogrodzie mojego serca,
Zawsze nią będziesz.....
Tylko dlaczego wciąż tak cholernie tęsknie?
Bezgranicznie....bezwiednie....wciąż tak samo......
Kocham Cię.